Później dowiedziałem się, że tamtego dnia ona u mnie była.
Wróciłem do domu po upływie doby zmęczony, a wręcz półżywy. Byłem niezdolny do
funkcjonowania. Nie ściągając nawet z siebie ubrań, położyłem się do łóżka. Nie
pamiętam chwili, w której zasnąłem, ponieważ znużenie przyszło automatycznie.
To był sen spokojny i twardy. Nie mogło obudzić mnie oblanie wodą ani głośne
krzyczenie nad głową. Mogę pokusić się nawet o stwierdzenie, że uśmiechałem się
przez sen, gdyż zasypiałem będąc szczęśliwy.
Obudziłem się następnego dnia grubo po czternastej. Piekły
mnie oczy, wydawało mi się, że moja głowa waży tonę. Bolała mnie każda próba
podniesienia się z wygodnego materaca. Nie miałem w zwyczaju spać tylu godzin,
dlatego czułem się bardziej zmęczony niż zwykle. Nie mogłem powiedzieć również
ani słowa. Nie ukrywam, że Arsenal świętował wygraną bardzo hucznie, ponieważ
każdy wyszedł z założenia, że ponad osiem lat porażek i ciągłych drwin należało
zapić i odrzucić w niepamięć. Udało nam się to doskonale. Jedynym wspomnieniem,
które teraz wypełniało moje myśli były te wszystkie zdarzenia i momenty
związane z naszym triumfem.
Wziąłem prysznic. Spędziłem w kabinie prysznicowej naprawdę
dużo czasu na zmianę oblewając się przeraźliwie zimną i parzącą wodą.
Uwielbiałem gorące kąpiele, ale miałem nadzieję, że lodowata woda ożywi mnie i
zachęci do normalnego funkcjonowania tamtego dnia. Później wypełniłem nią
umywalkę, zaczerpnąłem powietrza i zanurkowałem w toni. Czynność tę powtarzałem
naprawdę wiele razy. Dzięki temu poczułem się zdecydowanie lepiej, ale już po
upływie kilku minut jedyne na co miałem ochotę to zwrot wszelkich składników
odżywczych znajdujących się wewnątrz mnie. Chciało mi się wymiotować, bo po
prostu byłem głodny. Tyle godzin nic nie jadłem. Problem tkwił jednak w tym, że
moja lodówka była zlepkiem wielu kontrastujących ze sobą rzeczy, ale żadnej z
nich nie stanowiło pożywienie. Światła się nie je, prawda?
19 maja był dniem naprawdę gorącym, gdyż taka pogoda nie
zdarza się zbyt często w Anglii, a już szczególnie nie zdarza się w Londynie.
Założyłem na siebie koszulkę z krótkim rękawem i spodenki. Moje włosy wyschły
bardzo szybko, więc nie musiałem się nawet martwić o strużki wody spływające po
mojej szyi. Z komody wziąłem kluczyki do auta, pociągnąłem za smycz wystającą z
kieszeni od bluzy, którą miałem wczorajszego dnia na sobie, a w powietrzu
zabrzęczał klucz. Do kieszeni włożyłem portfel.
Na klatce panował niezwykły zaduch, mimo że wszystkie okna
były szeroko otwarte. Zupełnie nie poznawałem Londynu. Coś dziwnego było
tamtego dnia w tym mieście, a ja uśmiechałem się na samą myśl, że miejsce,
które w ostatnim czasie pokochałem na zabój zmienia się razem ze mną.
Przede mną stała sąsiadka, która nieświadomie zagradzała mi
przejście. Przeprosiłem ją kulturalnie, uśmiechając się z grzeczności, ale nie
ruszyła się nawet milimetr. Miałem do niej ogromny szacunek, ponieważ była
osobą starszą, dlatego nie pokazałem jej swojego podenerwowania, które powoli
zaczynało mnie wypełniać. Byłem naprawdę głodny.
-To nie przystoi żeby kobieta przez mężczyznę płakała, panie
Ramsey! – Jej głos był stanowczy i oskarżycielski, ale wciąż tkwiło w nim
również dużo pozytywnych uczuć. Na początku spojrzałem na nią jak na skończoną
wariatkę, ale szybko skarciłem się za takie myśli i starałem się myśleć
pozytywnie. Nie wiedziałem o co tej kobiecie chodzi, ale na pewno miała powód
żeby odzywać się do mnie w ten sposób. Chciałem więc wyjaśnień.
-Nie bardzo panią rozumiem.
-Powiem panu, że na początku miałam ochotę pana zabić, ale
teraz cieszę się już pana szczęściem.
-Dziękuję, wsparcie kibiców naprawdę bardzo dużo dla nas
znaczy.
Próbowałem ją po prostu spławić.
-Wsparcie kibiców? – Uniosła wysoko brwi i zamilkła. Utkwiła
również wzrok gdzieś w podłodze, ale nie trwało to długo. Szybko przeniosła go
na mnie i popatrzyła na mnie, dziwnie się uśmiechając.
-Pan mówi o meczu?
-A pani o czym?
-Oglądaliśmy z mężem całe spotkanie, ale muszę z żalem przyznać,
że wciąż nie rozumiem tego sportu. – Machnęła ręką. – Nie mogliście zabrać
sobie tego pucharu po strzeleniu gola?
Tego typu sytuacje śmieszyły mnie najbardziej. Rzeczywiście,
wygranie meczu czy zdobycie pucharu po strzeleniu gola miałoby jakiś sens, ale
odebrałoby piłce nożnej całe jej piękno. Zaskakujące zwroty akcji, przenoszenie
się z piekła do nieba i tak na zmianę, było najpiękniejszym elementem tej
dyscypliny. W minutę można przegrać wszystko i wszystko wygrać. To jest to o co
w tym chodzi. Za to kochają ją miliony. Tutaj nie ma miejsca na żadną
ściemę.
-Przepraszam, ale naprawdę się śpieszę. O czym mówiła pani na
początku?
Zmrużyła oczy, przez co na jej czole pojawiły się wyraźne
zmarszczki.
-Czyli kiedy?
-Na początku, to brzmiało jak jakiś zarzut.
-O pani Milie.
To wszystko zaczynało mnie już powoli irytować. Ta kobieta
bez potrzeby tę rozmowę przeciągała, a
mi burczało w brzuchu.
-Ale dlaczego o niej pani mówiła?
-Była tutaj, przecież czekała na pana.
Zamrugałem kilkukrotnie. Poczułem się jakbym robił to w
zwolnionym tempie. Jakby wszystko wokół mnie przestało istnieć, a zegarek na
mojej lewej ręce się zatrzymał. Potrafiłem uwierzyć we wszystko, ale nie w to.
Nie potrafiłem uwierzyć akurat w to, bo ponowne jej spotkanie, szczególnie
właśnie teraz, wydawało mi się abstrakcją. Większą niż to, że na obiad zjadłbym
wtedy sushi, którego nienawidziłem.
-Przepraszam kto?
-Milie. Ta urocza dziewczyna, która.. – Zamyśliła się,
uderzając palcem wskazującym w podbródek. W pewien sposób dała mi tym samym
czas na przyswojenie niektórych informacji. Nie będę udawać, że jej imię nie
spowodowało, że w pewien sposób nie ugięły się pode mną nogi. Idąc tropem
dedukcji tej kobiety, ona tutaj była. Ona. Tutaj. Była. – Czy pan próbuję
zrobić ze mnie idiotkę?
ONA TUTAJ BYŁA. Być może stała w miejscu, w którym stałem
wtedy ja. Być może siedziała na schodku, który właśnie minąłem. Być może
przyszła tu, żeby ze mną porozmawiać, żeby cokolwiek mi powiedzieć. Być może
przyszła tu po to by ułatwić mi zrozumienie jej działań. Być może dostałem
możliwość zrobienia czegoś o czym marzyłem od dłuższego czasu – zobaczenia jej
– i sam nieświadomie tę możliwość sobie odebrałem. Być może straciłem szansę
jedną na milion.
-Milie tutaj była? – Zapytałem, prawie niedowierzając. To
wszystko wydawało mi się zbyt dużą abstrakcją. Mój uśmiech był tak sztuczny, że
policzki ograniczały oczom pole widzenia. Powoli przestawałem rozumieć w jakiej
sytuacji się znajdowałem, wokół jakich rzeczy moje myśli krążyły. Co tak
naprawdę tkwiło teraz w mojej głowie. Do jasnej cholery, DLACZEGO ONA TUTAJ
BYŁA? Co mogło nią kierować? Jakie miała plany? Przede wszystkim, po co? Po co
tutaj przyszła, skoro dwa miesiące temu uciekła bez słowa, bez ostrzeżenia?
Kobieta
spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem. Przekręciła przy tym lekko głowę w prawo i
patrzyła, próbując wyczytać z mojej twarzy cokolwiek. Byłem zdezorientowany,
zdziwiony, trochę też zaskoczony. Nie towarzyszyło mi żadne uczucie, którego
ona się spodziewała. Wtedy zrozumiałem, że ona naprawdę musiała tutaj być. Nie
wiedziałem kiedy, nie wiedziałem dlaczego, ale ona tutaj była. A tę kobietę
wypełniało przekonanie, że ja się z nią widziałem i rozmawiałem. Że wiedziałem
dlaczego płakała, że wiedziałem, że w ogóle płakała.
-Państwo..
nie spotkaliście się, prawda?
Była
zawiedziona. Nie wiedziałem dlaczego, bo nie miała do tego żadnych podstaw, ale
była zawiedziona, a ja w jednym momencie poczułem się tak okropnie winny.
Miałem ochotę, po prostu ją przeprosić i obiecać, że wszystko naprawię. Ale
naprawienie tego było niewykonalne. Właściwie, czy było co naprawiać? Czy
kiedykolwiek zostało cokolwiek zniszczone?
-Powiedziała
pani na początku.. – Przełknąłem ślinę, nie mogąc wypowiedzieć więcej żadnego
słowa, ponieważ uświadamiałem sobie co ona na tym początku powiedziała. – Że
ona płakała?
-Bardzo
przykro mi, że płakała na darmo.
To
nie było na moje nerwy. Nie tamtego dnia. Jedyne o czym myślałem w tamtym
momencie to fakt, że nie tylko stoję w miejscu, w którym ona była kilkanaście
godzin temu, bo być może była ze mną również na stadionie, być może obserwowała
nasze poczytania w telewizji. A później na mnie czekała. Bo nie mogła przegapić
tego meczu. Nie mogła go przegapić.
Że..
że być może nigdy nie wyjechała z Londynu. Że nie mogła wyjechać.
Przyznam
się szczerze, że o Milie postanowiłem zapomnieć. Postanowiłem w końcu nie
traktować jej jako osoby, która winna jest każdej czynności, którą źle wykonuję
oraz nie gratulowałem jej, kiedy odnosiłem sukcesy. Po prostu w końcu chciałem
sprawić żeby stała się dla mnie równie obojętna jak ja byłem obojętny dla niej,
kiedy nie powiedziała mi żadnego słowa związanego z jej odejściem. Udawało mi
się to przez równe dwa dni. Dwa dni. Swój plan wcieliłem w życie opuszczając w
sobotę Emirates. Ktoś mógłby powiedzieć, że podążałem za radą: Piękny dzień,
piękna pogoda, to idealny czas żeby zacząć zamiany w swoim życiu, a ja przyznam
szczerze, że nie słyszałem tego powiedzenia nigdy wcześniej, ale w jakiś sposób
moje postępowanie do niego nawiązywało. Dlatego byłem w szoku, kiedy usłyszałem
tamte słowa. To wyglądało tak jakby na przekór wszystkiemu ktoś krzyżował nasze
drogi i tylko czekał na następne potknięcia. Wyrzucał nam błędy i sprawiał, że
wciąż wracały na nasze drogi. I prowadził nas do zguby.
Było
tyle pytań bez odpowiedzi i zero szans na ich odnalezienie. Było miliony okazji
na ich poznanie, ale zero tych wykorzystanych. Znów.
Trzasnąłem
swoimi drzwiami od samochodu na tyle mocno, że przez chwilę bałem się, że za moment
odlecą od samochodu i wylądują gdzieś z boku na chodniku.
Podobno dwa miesiące to naprawdę sporo czasu. W ciągu dwóch
miesięcy można wygrać wszystko oraz wszystko przegrać, można zmienić pracę,
poznać nowych ludzi, wyjechać na drugi koniec świata, ożenić się i rozwieść,
można sprzedać mieszkanie i w tydzień roztrwonić cały majątek, stracić
przyjaciół i rodzinę, a nawet zniszczyć całe swoje życie, ale nie da się zapomnieć
o niczym. Czasami nawet najbardziej błahe rzeczy potrafią zatruwać nasz umysł
dosłownie w każdej wolnej i na pozór przyjemnej chwili. Jesteśmy uśmiechnięci,
radośni, być może w jakiś sposób szczęśliwi. Śmiejemy się z przyjaciółmi, gramy
w piłkę, robimy zdjęcia i wyjeżdżamy, życie toczy się normalnym rytmem, ale
mimo tego, wszystko co złe i przerażające siedzi gdzieś w głębi nas, gdzieś
naprawdę głęboko i daleko. I musi być naprawdę źle jeżeli przestajemy się
uśmiechać, jeżeli pomieszczenia nie wypełnia już śmiech, lecz cisza i tykanie
zegarka, jeżeli zaczynamy się zwierzać. Jeżeli mamy odwagę powiedzieć o sobie
prawdę. Musi być naprawdę beznadziejnie, żeby zdobyć się na odwagę, przyznać
przed samym sobą, że nie damy tak już dłużej rady, że tej walki nie da toczyć
się w pojedynkę.
Zapomniałem,
że byłem głodny.
Przycisnąłem pedał gazu.
A przede mną była prosta droga bez zakrętów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz