sobota, 28 listopada 2015

10. And time will give us nothing.

Później dowiedziałem się, że tamtego dnia ona u mnie była. Wróciłem do domu po upływie doby zmęczony, a wręcz półżywy. Byłem niezdolny do funkcjonowania. Nie ściągając nawet z siebie ubrań, położyłem się do łóżka. Nie pamiętam chwili, w której zasnąłem, ponieważ znużenie przyszło automatycznie. To był sen spokojny i twardy. Nie mogło obudzić mnie oblanie wodą ani głośne krzyczenie nad głową. Mogę pokusić się nawet o stwierdzenie, że uśmiechałem się przez sen, gdyż zasypiałem będąc szczęśliwy.
Obudziłem się następnego dnia grubo po czternastej. Piekły mnie oczy, wydawało mi się, że moja głowa waży tonę. Bolała mnie każda próba podniesienia się z wygodnego materaca. Nie miałem w zwyczaju spać tylu godzin, dlatego czułem się bardziej zmęczony niż zwykle. Nie mogłem powiedzieć również ani słowa. Nie ukrywam, że Arsenal świętował wygraną bardzo hucznie, ponieważ każdy wyszedł z założenia, że ponad osiem lat porażek i ciągłych drwin należało zapić i odrzucić w niepamięć. Udało nam się to doskonale. Jedynym wspomnieniem, które teraz wypełniało moje myśli były te wszystkie zdarzenia i momenty związane z naszym triumfem.
Wziąłem prysznic. Spędziłem w kabinie prysznicowej naprawdę dużo czasu na zmianę oblewając się przeraźliwie zimną i parzącą wodą. Uwielbiałem gorące kąpiele, ale miałem nadzieję, że lodowata woda ożywi mnie i zachęci do normalnego funkcjonowania tamtego dnia. Później wypełniłem nią umywalkę, zaczerpnąłem powietrza i zanurkowałem w toni. Czynność tę powtarzałem naprawdę wiele razy. Dzięki temu poczułem się zdecydowanie lepiej, ale już po upływie kilku minut jedyne na co miałem ochotę to zwrot wszelkich składników odżywczych znajdujących się wewnątrz mnie. Chciało mi się wymiotować, bo po prostu byłem głodny. Tyle godzin nic nie jadłem. Problem tkwił jednak w tym, że moja lodówka była zlepkiem wielu kontrastujących ze sobą rzeczy, ale żadnej z nich nie stanowiło pożywienie. Światła się nie je, prawda?
19 maja był dniem naprawdę gorącym, gdyż taka pogoda nie zdarza się zbyt często w Anglii, a już szczególnie nie zdarza się w Londynie. Założyłem na siebie koszulkę z krótkim rękawem i spodenki. Moje włosy wyschły bardzo szybko, więc nie musiałem się nawet martwić o strużki wody spływające po mojej szyi. Z komody wziąłem kluczyki do auta, pociągnąłem za smycz wystającą z kieszeni od bluzy, którą miałem wczorajszego dnia na sobie, a w powietrzu zabrzęczał klucz. Do kieszeni włożyłem portfel.
Na klatce panował niezwykły zaduch, mimo że wszystkie okna były szeroko otwarte. Zupełnie nie poznawałem Londynu. Coś dziwnego było tamtego dnia w tym mieście, a ja uśmiechałem się na samą myśl, że miejsce, które w ostatnim czasie pokochałem na zabój zmienia się razem ze mną.
Przede mną stała sąsiadka, która nieświadomie zagradzała mi przejście. Przeprosiłem ją kulturalnie, uśmiechając się z grzeczności, ale nie ruszyła się nawet milimetr. Miałem do niej ogromny szacunek, ponieważ była osobą starszą, dlatego nie pokazałem jej swojego podenerwowania, które powoli zaczynało mnie wypełniać. Byłem naprawdę głodny.
-To nie przystoi żeby kobieta przez mężczyznę płakała, panie Ramsey! – Jej głos był stanowczy i oskarżycielski, ale wciąż tkwiło w nim również dużo pozytywnych uczuć. Na początku spojrzałem na nią jak na skończoną wariatkę, ale szybko skarciłem się za takie myśli i starałem się myśleć pozytywnie. Nie wiedziałem o co tej kobiecie chodzi, ale na pewno miała powód żeby odzywać się do mnie w ten sposób. Chciałem więc wyjaśnień.
-Nie bardzo panią rozumiem.
-Powiem panu, że na początku miałam ochotę pana zabić, ale teraz cieszę się już pana szczęściem.
-Dziękuję, wsparcie kibiców naprawdę bardzo dużo dla nas znaczy.
Próbowałem ją po prostu spławić.
-Wsparcie kibiców? – Uniosła wysoko brwi i zamilkła. Utkwiła również wzrok gdzieś w podłodze, ale nie trwało to długo. Szybko przeniosła go na mnie i popatrzyła na mnie, dziwnie się uśmiechając.
-Pan mówi o meczu?
-A pani o czym?
-Oglądaliśmy z mężem całe spotkanie, ale muszę z żalem przyznać, że wciąż nie rozumiem tego sportu. – Machnęła ręką. – Nie mogliście zabrać sobie tego pucharu po strzeleniu gola?
Tego typu sytuacje śmieszyły mnie najbardziej. Rzeczywiście, wygranie meczu czy zdobycie pucharu po strzeleniu gola miałoby jakiś sens, ale odebrałoby piłce nożnej całe jej piękno. Zaskakujące zwroty akcji, przenoszenie się z piekła do nieba i tak na zmianę, było najpiękniejszym elementem tej dyscypliny. W minutę można przegrać wszystko i wszystko wygrać. To jest to o co w tym chodzi. Za to kochają ją miliony. Tutaj nie ma miejsca na żadną ściemę. 
-Przepraszam, ale naprawdę się śpieszę. O czym mówiła pani na początku?
Zmrużyła oczy, przez co na jej czole pojawiły się wyraźne zmarszczki.
-Czyli kiedy?
-Na początku, to brzmiało jak jakiś zarzut.
-O pani Milie.
To wszystko zaczynało mnie już powoli irytować. Ta kobieta bez potrzeby tę rozmowę  przeciągała, a mi burczało w brzuchu.
-Ale dlaczego o niej pani mówiła?
-Była tutaj, przecież czekała na pana.
Zamrugałem kilkukrotnie. Poczułem się jakbym robił to w zwolnionym tempie. Jakby wszystko wokół mnie przestało istnieć, a zegarek na mojej lewej ręce się zatrzymał. Potrafiłem uwierzyć we wszystko, ale nie w to. Nie potrafiłem uwierzyć akurat w to, bo ponowne jej spotkanie, szczególnie właśnie teraz, wydawało mi się abstrakcją. Większą niż to, że na obiad zjadłbym wtedy sushi, którego nienawidziłem.
-Przepraszam kto?
-Milie. Ta urocza dziewczyna, która.. – Zamyśliła się, uderzając palcem wskazującym w podbródek. W pewien sposób dała mi tym samym czas na przyswojenie niektórych informacji. Nie będę udawać, że jej imię nie spowodowało, że w pewien sposób nie ugięły się pode mną nogi. Idąc tropem dedukcji tej kobiety, ona tutaj była. Ona. Tutaj. Była. – Czy pan próbuję zrobić ze mnie idiotkę?
ONA TUTAJ BYŁA. Być może stała w miejscu, w którym stałem wtedy ja. Być może siedziała na schodku, który właśnie minąłem. Być może przyszła tu, żeby ze mną porozmawiać, żeby cokolwiek mi powiedzieć. Być może przyszła tu po to by ułatwić mi zrozumienie jej działań. Być może dostałem możliwość zrobienia czegoś o czym marzyłem od dłuższego czasu – zobaczenia jej – i sam nieświadomie tę możliwość sobie odebrałem. Być może straciłem szansę jedną na milion.
-Milie tutaj była? – Zapytałem, prawie niedowierzając. To wszystko wydawało mi się zbyt dużą abstrakcją. Mój uśmiech był tak sztuczny, że policzki ograniczały oczom pole widzenia. Powoli przestawałem rozumieć w jakiej sytuacji się znajdowałem, wokół jakich rzeczy moje myśli krążyły. Co tak naprawdę tkwiło teraz w mojej głowie. Do jasnej cholery, DLACZEGO ONA TUTAJ BYŁA? Co mogło nią kierować? Jakie miała plany? Przede wszystkim, po co? Po co tutaj przyszła, skoro dwa miesiące temu uciekła bez słowa, bez ostrzeżenia?
Kobieta spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem. Przekręciła przy tym lekko głowę w prawo i patrzyła, próbując wyczytać z mojej twarzy cokolwiek. Byłem zdezorientowany, zdziwiony, trochę też zaskoczony. Nie towarzyszyło mi żadne uczucie, którego ona się spodziewała. Wtedy zrozumiałem, że ona naprawdę musiała tutaj być. Nie wiedziałem kiedy, nie wiedziałem dlaczego, ale ona tutaj była. A tę kobietę wypełniało przekonanie, że ja się z nią widziałem i rozmawiałem. Że wiedziałem dlaczego płakała, że wiedziałem, że w ogóle płakała.
-Państwo.. nie spotkaliście się, prawda?
Była zawiedziona. Nie wiedziałem dlaczego, bo nie miała do tego żadnych podstaw, ale była zawiedziona, a ja w jednym momencie poczułem się tak okropnie winny. Miałem ochotę, po prostu ją przeprosić i obiecać, że wszystko naprawię. Ale naprawienie tego było niewykonalne. Właściwie, czy było co naprawiać? Czy kiedykolwiek zostało cokolwiek zniszczone?
-Powiedziała pani na początku.. – Przełknąłem ślinę, nie mogąc wypowiedzieć więcej żadnego słowa, ponieważ uświadamiałem sobie co ona na tym początku powiedziała. – Że ona płakała?
-Bardzo przykro mi, że płakała na darmo.
To nie było na moje nerwy. Nie tamtego dnia. Jedyne o czym myślałem w tamtym momencie to fakt, że nie tylko stoję w miejscu, w którym ona była kilkanaście godzin temu, bo być może była ze mną również na stadionie, być może obserwowała nasze poczytania w telewizji. A później na mnie czekała. Bo nie mogła przegapić tego meczu. Nie mogła go przegapić.
Że.. że być może nigdy nie wyjechała z Londynu. Że nie mogła wyjechać.
Przyznam się szczerze, że o Milie postanowiłem zapomnieć. Postanowiłem w końcu nie traktować jej jako osoby, która winna jest każdej czynności, którą źle wykonuję oraz nie gratulowałem jej, kiedy odnosiłem sukcesy. Po prostu w końcu chciałem sprawić żeby stała się dla mnie równie obojętna jak ja byłem obojętny dla niej, kiedy nie powiedziała mi żadnego słowa związanego z jej odejściem. Udawało mi się to przez równe dwa dni. Dwa dni. Swój plan wcieliłem w życie opuszczając w sobotę Emirates. Ktoś mógłby powiedzieć, że podążałem za radą: Piękny dzień, piękna pogoda, to idealny czas żeby zacząć zamiany w swoim życiu, a ja przyznam szczerze, że nie słyszałem tego powiedzenia nigdy wcześniej, ale w jakiś sposób moje postępowanie do niego nawiązywało. Dlatego byłem w szoku, kiedy usłyszałem tamte słowa. To wyglądało tak jakby na przekór wszystkiemu ktoś krzyżował nasze drogi i tylko czekał na następne potknięcia. Wyrzucał nam błędy i sprawiał, że wciąż wracały na nasze drogi. I prowadził nas do zguby.
Było tyle pytań bez odpowiedzi i zero szans na ich odnalezienie. Było miliony okazji na ich poznanie, ale zero tych wykorzystanych. Znów.

Trzasnąłem swoimi drzwiami od samochodu na tyle mocno, że przez chwilę bałem się, że za moment odlecą od samochodu i wylądują gdzieś z boku na chodniku.
Podobno dwa miesiące to naprawdę sporo czasu. W ciągu dwóch miesięcy można wygrać wszystko oraz wszystko przegrać, można zmienić pracę, poznać nowych ludzi, wyjechać na drugi koniec świata, ożenić się i rozwieść, można sprzedać mieszkanie i w tydzień roztrwonić cały majątek, stracić przyjaciół i rodzinę, a nawet zniszczyć całe swoje życie, ale nie da się zapomnieć o niczym. Czasami nawet najbardziej błahe rzeczy potrafią zatruwać nasz umysł dosłownie w każdej wolnej i na pozór przyjemnej chwili. Jesteśmy uśmiechnięci, radośni, być może w jakiś sposób szczęśliwi. Śmiejemy się z przyjaciółmi, gramy w piłkę, robimy zdjęcia i wyjeżdżamy, życie toczy się normalnym rytmem, ale mimo tego, wszystko co złe i przerażające siedzi gdzieś w głębi nas, gdzieś naprawdę głęboko i daleko. I musi być naprawdę źle jeżeli przestajemy się uśmiechać, jeżeli pomieszczenia nie wypełnia już śmiech, lecz cisza i tykanie zegarka, jeżeli zaczynamy się zwierzać. Jeżeli mamy odwagę powiedzieć o sobie prawdę. Musi być naprawdę beznadziejnie, żeby zdobyć się na odwagę, przyznać przed samym sobą, że nie damy tak już dłużej rady, że tej walki nie da toczyć się w pojedynkę.
Zapomniałem, że byłem głodny.
Przycisnąłem pedał gazu.
A przede mną była prosta droga bez zakrętów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz