[Wojtek, Milie, Aaron]
[Alex, Kieran, Jack]
[Theo, Thomas, Mesut]
[Santi, Mikel, Per, Laurent]
Dzień.
Chciałbym
żeby cierpienie nie trwało wiecznie, żeby przychodziło, zostawało na chwilę i
odchodziło w zdwojonym tempie. Chciałbym nie rejestrować momentu, w którym
pustoszy moje życie, niszczy światopogląd i rujnuje wszelkie pozytywy.
Chciałbym żeby w ogóle nie zostawało; żeby zapominało przychodzić; żeby nie
krążyło w błędnym kole, bo świat bez niego wcale nie wydaję się gorszy. Świat
bez niego wcale nie jest gorszy. Chciałbym żeby jedna chwila nie miała
możliwości decydowania o całym życiu; żeby nie miała w sobie na tyle siły by
zniszczyć wszystko co jest podporą najważniejszych planów, wyśnionych w
dzieciństwie, a zrealizowanych i osiągniętych w późniejszych latach poprzez
ciężką pracę, harówkę dwanaście godzin dziennie przez sześć dni w tygodniu w
wielkim błocie, upale, deszczu czy śniegu. Chciałbym dostać gwarancję, że
postępuję dobrze, że to co robię jest jak najbardziej trafne, a tymczasem
wszystko dzieje się na opak, bo przecież nie jest łatwo przyzwyczaić się z dnia
na dzień, że nie wykonuje się czynności, które do tej pory powtarzało się
codziennie oraz do kpin, wyzwisk i szyderstw.
Codziennie
wstawałem. Czasami z szerokim uśmiechem na twarzy, a czasami z zatuszowanym
grymasem bólu, ale wstawałem i czułem, że robię to w słusznej idei. Teraz nie
czułem nic. Wstawałem, bo nie mogłem spać wiecznie. Uśmiechałem się, żeby nie
pokazywać, że jestem słaby. Znosiłem obelgi, bo one dawały mi sygnał do dalszej
walki.
Miałem
zły dzień.
Tydzień.
Prosiłbym
o wiarę, że słuszność goni słuszność, a wszystko ma określony cel. Prosiłbym o
wiarę, której mi ubywa wbrew moim prośbom i staraniom żeby przychodziła, trwała
i zostawała ze mną. Prosiłbym o brak litości, która mnie otacza. Nienawidzę
litości, bo kojarzy mi się ona z tymi wszystkimi najgorszymi chwilami w moim życiu,
o których powoli próbowałem zapominać. Zapominanie było trudne szczególnie
jeżeli bierzemy pod uwagę fakt, że rzeczy, zdarzenia i chwile, które starałem
wymazać się z pamięci miały miejsce nie tak dawno temu i tak mało czasu od
momentu, w którym się zdarzyły, upłynęło.
Miałem
zły tydzień.
Miesiąc.
Chciałbym
dzielić się moim nieszczęściem. Chciałbym mieć na tyle mocne, szczelne i
idealne dłonie by móc złapać całą tę boleść i żal i wyrzucić je w świat, w
miejsce z którego nie będą w stanie powrócić, bo nie odnajdą powrotnych
szlaków. Chciałbym posiąść możliwość oddzielenia się szczeliną nie do przejścia
przez ludzi, wiatr, a przede wszystkim niepowodzenie. Tkwić za szybą, od której
odbijać będą się wszystkie najdrobniejsze ryski, niszczące moje życie.
Nie
uważałem się za najbardziej poranionego człowieka na świecie, a przynajmniej
próbowałem. Obarczałem wszystkich dookoła moimi problemami, ale winę za to, co
się dzieje brałem na siebie. Chciałem się zmienić, chciałem powrotu dawnego
mnie, który się uśmiechał i czerpał radość z życia, ale wydawało mi się to
nieosiągalne, gdyż już wcześniej popełniałem błędy nie do naprawienia. Swój ból
zatracałem w ciągłej i nieustannej pracy, pracy do ostatniego tchu, która
pozwalała mi zapominać, ale tylko na chwilę. Tylko na chwilę i w tym tkwiła
skaza tego punktu.
Miałem
zły miesiąc.
Rok.
Prosiłbym
o nieulotność ulotnych chwil. Przyzwyczajałem się, że szczęście omija mój adres
najskuteczniej jak potrafi, ale kiedy już jest nie może zostać i trwać, chociaż
przez chwilę? To co pojawiało się i znikało w przeciągu ostatnich lat było mi
potrzebne. Potrzebne były mi cierpienia, bóle i żale, ale również szczęście, bo
z wszystkich tych uczuć i dramatów potrafiłem wyciągnąć naukę, że nie jestem
tutaj sam. Nie jestem najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bo wokół
również jest cierpienie. Może i zawodziłem w najważniejszych momentach. Może i
myślałem, że tylko mi należy się pomoc. Może i twierdziłem, że jestem
niepokonany, ale dlaczego kiedy myślałem, że jest i będzie już dobrze, wszystko
kończyło się źle? Czas wziąć życie w swoje ręce.
Miałem
zły rok.
Życie.
Chciałbym
żeby to wszystko wystarczyło mi na całe życie, żeby świat zazdrościł mi, że mam
to, jestem tu i nie odejdę stąd. Chciałbym żeby zazdrościł mi i wam, że jesteśmy
razem, że mamy siebie, możemy polegać na wszystkim wzajemnie, bo razem
osiągniemy cuda. Chciałbym, żeby świat uświadomił sobie, że zacierają się
granice między wsią a miastem, między marzeniami a rzeczywistością.
Mam złe życie.
Mam złe życie.



Piękne. Mam wrażenie, że z każdego słowa, z każdej nawet litery wylewają się litry emocji.
OdpowiedzUsuńAdka, nawet nie wiesz, ile na to czekałam. Ale za to wiesz, że jesteś moim Bogiem :*
OdpowiedzUsuńWygrałaś mnie. Ponownie a jak inaczej
OdpowiedzUsuńNie wiedziałam, że zakładka "bohaterowie" może wywołać płacz.
OdpowiedzUsuń