wtorek, 19 września 2017

13. There's a light at each end of this tunnel.

Nigdy nie potrafiłem jakoś wybitnie gotować. Potrafiłem zaparzyć kawę, usmażyć jajecznice, zrobić omlety i podobno gotowałem najlepsze spaghetti pod słońcem. Było dobre, naprawdę, zawsze mi smakowało, ale nigdy nie uważałem, że jest w czymkolwiek lepsze od sosu i makaronu mojej mamy. Ona zawsze gotowała wybitnie i przez cały czas powtarzała mi, że nie doceniam swojej potrawy, ponieważ to ja ją przyrządzam, że wtedy w naszych ustach danie smakuje dużo gorzej z powodu częstego próbowania. Uwierzyłem jej i od tego czasu starałem się łączyć coraz więcej smaków i aromatów aż w końcu z przypadkowych składników wychodziły naprawdę dobre kompozycje. Nigdy nie byłem wybitnym kucharzem. Jednak potrafiłem dobrze gotować.
Tamten dzień zaczął się dla mnie wyjątkowo wcześnie. Na początku długo nie mogłem zasnąć, więc przewracałem się w łóżku z jednego boku na drugi, później natomiast przebudziłem się tuż po wschodzie słońca i wpatrywałem w cichą i spokojną przestrzeń. Miasto było uśpione, tylko od czasu do czasu auto przejeżdżało w okolicy, ale dźwięk, który wywoływało, szybko nikł w przestrzeni. Wydawać się mogło, że zapowiadał się kolejny słoneczny dzień. Kiedy na horyzoncie ujrzałem słońce, moje myśli zdecydowanie się uspokoiły – mój umysł się oczyścił. Poprzedni dzień dał mi naprawdę dużo do przeanalizowania. Musiałem ułożyć sobie w głowie niektóre fakty i jeszcze raz nad tym wszystkim się zastanowić. Ostatnio za dużo myślałem. Każdy w kółko mi to powtarzał. Jednak musiałem uspokoić swój mózg, żeby później nie móc zarzucić sobie, że znowu gdzieś popełniłem błąd.
Do przygotowywania jedzenia zabrałem się stosunkowo późno. To wszystko spowodowane było faktem, że dobudzenie rozgniewanej i obrażonej Milie zajęło mi stosunkowo dużo czasu. Na początku udawała, że w ogóle mnie nie słyszy. Później, że mnie nie widzi. Na samym końcu musiała ulec i przyznać przed samą sobą, że nie jest w stanie ignorować mojego dotyku. Wstała. Miała zmierzwione włosy i zapuchnięte oczy, co tylko potwierdziło moje przypuszczenia, że przepłakała jakiś ułamek nocy. Muszę jednak przyznać, że w stylowo wciśniętej koszuli w za duże i zawiązane na gumce spodenki, wyglądała dobrze. Ubrała je tylko dlatego, że dałem jej do wyboru spanie nago albo właśnie ten komplet. Długo się nie zastanawiała. Jak teraz o tym myślę, to sytuacja wydaje się naprawdę śmieszna. Wtedy do takich nie należała.
Milie była na mnie śmiertelnie obrażona. Twierdziła, że moje zachowanie podchodzi pod porwanie i pójdę za to siedzieć. Od początku uważałem jednak, że gdyby tak naprawdę chociaż w dziesięciu procentach ta sytuacja jej nie odpowiadała lub po prostu jej nie interesowała, to nie pozwoliłaby wywieźć się do sklepu i zawetowałaby miejsce swojego noclegu. Tymczasem jej sprzeciw na każdą informacje, którą jej przekazywałem nie trwał długo. Lubisz omlety ze szpinakiem i fetą na śniadanie? –Zwariowałeś? Jakie śniadanie? –Normalne. Rano je się śniadanie. –To miały być twoje zakupy. –To są moje zakupy. I tak za każdym razem. Kiedy powiedziałem, że nie odwiozę jej do domu, stwierdziła, że sama trafi i nie potrzebuje mojej pomocy. Kiedy oznajmiłem jej, że kolacja będzie późno, oświadczyła mi, że wcale nie ma zamiaru nic jeść. Natomiast kiedy usłyszała, że ma do wyboru właśnie ten strój albo spanie nago, nie odezwała się do mnie do końca dnia.
To nie było tak, że gdziekolwiek chciałem ją przetrzymywać. Nie byłem świrem. Ja po prostu bałem się, że jeżeli tamtego dnia się rozstaniemy, już nigdy więcej jej nie spotkam. Bałem się, że zniknie na samą myśl, że ją znalazłem. Dlatego nie mogłem pozwolić jej wrócić tamtego dnia do siebie. Nigdy sobie bym tego nie wybaczył. Nigdy. Zbyt dużo miałem jej do powiedzenia. Widziałem jednak, że nie mogę zaczynać z nią rozmowy, kiedy jest w takim stanie; kiedy żywi do mnie nienawiść. Musiałem więc czekać. A czekanie z nią wydawało mi się naprawdę dobrą opcją.

Smażenie omletów od zawsze sprawiało mi największą radość. Były idealnym daniem na śniadanie, a w dodatku z podsmażanym szpinakiem i rozkruszoną fetą smakowały wybornie. Kiedy usłyszałem od Milie, że takie połączenie jest wcale nienajgorsze, od razu zdecydowałem, że jestem gotowy, żeby przyrządzić je tamtego ranka. Smażony szpinak z czosnkiem i ziołami przyprawiał mnie o zawrót głowy. Pachniał wybornie, w dodatku łączył się w spójną całość z fetą. Kiedy skończyłem robić drugiego omleta, usiadłem obok jedzącej już Milie i bez pośpiechu zacząłem spożywać posiłek. Jadłem powoli, starając nie poparzyć się gorącym daniem. Zastanawiałem się jednocześnie jak zmusić siedzącą naprzeciwko mnie dziewczynę do rozmowy i uśmiechałem się sam do siebie. W mojej głowie graniczyło to troszeczkę z cudem jednak wciąż powtarzałem sobie też, że gdyby chciała uciec, już dawno by to zrobiła. Wyglądała naprawdę ładnie kiedy jadła. Skupiała na tym całą swoją uwagę, ale doskonale wiedziałem, że krąży myślami gdzieś daleko od mojej kuchni. Zaśmiałem się lekko pod nosem, kiedy wyobraziłem sobie, że każdy z nas to tak naprawdę osobna historia, które łączy jednie wspólne śniadanie, stół i dwa krzesła w kuchni. Chyba jej smakowało. W gruncie rzeczy nie krzywiła się, kiedy brała do ust kawałek dania, ale też nie piała z zachwytu, kiedy je przeżuwała. Po prostu, nie mogłem niczego odczytać z jej twarzy. Nie patrzyła na mnie, bo wciąż przemawiał przez nią gniew. Znałem ją krótko, bo przez większość ostatniego roku tak naprawdę się mijaliśmy, jednak zdążyłem zorientować się, że jest niezwykle trwała w swoich postanowieniach i nie lubi, kiedy ktoś narzuca jej swoje zdanie. To trochę przeczyło wiadomościom, że wyjechała za Garethem aż do Hiszpanii, porzucając swoje plany i marzenia, no ale miłość podobno jest niezwyciężona i wymaga poświęceń. Ja nie potrafiłem się poświęcić, żeby żyć w toksycznym związku z Alice, która zdradziła mnie z najlepszym przyjacielem, więc po prostu nie potrafiłem zrozumieć niektórych zachowań zakochanych ludzi. To byłoby dla mnie zdecydowanie za dużo.
Obydwoje byliśmy uparci. To nie ulegało żadnej wątpliwości. Jeżeli już ułożyliśmy w swojej głowie jakiś genialny plan, nie było mowy o żadnym zboczeniu z jego założeń. Wszystko musiało się zgadać. Wszystko musiało być wykonane perfekcyjnie. Dzisiaj jak o tym myślę, jestem przekonany, że gdybym nie zdobył się wtedy na odwagę, żeby przemówić jako pierwszy, moglibyśmy tak siedzieć, milczeć i funkcjonować przez następne miesiące, aż w końcu rzeczywiście zostałbym oskarżony o porwanie, zniszczyłbym sobie całe życie, aż w konsekwencji i tak nie dowiedziałbym się niczego. Dlatego kiedy wstałem z zamiarem umycia talerza, zacząłem układać w swojej głowie ogólny zarys swojej wypowiedzi. Wypisywałem na wymyślonej kartce w punktach najważniejsze wątki i starałem połączyć się je w całość. Wiedziałem, że ten zabieg jest zbyteczny, bo znając ją wszystko pójdzie nie w tę stronę, którą sobie zaplanowałem, ale były tematy, których nie mogłem pozwolić jej pominąć. Były pewne priorytety; pytania na które poznanie odpowiedzi naprawdę wiele mogło mi ułatwić. Musiałem więc działać. Nawet jeżeli mogło skończyć się to źle. Oparłem się rękoma o zlewozmywak i powoli zacząłem mówić:
-Możemy milczeć tak przez najbliższy miesiąc, ale to nie sprawi, że się złamie. – Przerwałem i skrzywiłem się, patrząc przez okno. Nie dopierałem idealnych słów i nie brzmiało to tak jak zaplanowałem sobie kilka sekund wcześniej w głowie. Nie złamie się można było bez wątpienia zastąpić jakimś: Nie odpuszczę. Zabrzmiałoby to zdecydowanie lepiej – Nie złamie się. – Powtórzyłem. – Zbyt długo czekałem na to, żeby cię spotkać, żeby teraz odpuścić i zakończyć to spotkanie bez rozmowy, rozumiesz? – Dałem jej czas na reakcje, ale nie odpowiedziała. Nie wydusiła z siebie żadnego słowa. – Wiedziałam, że masz swoje tajemnice, każdy je ma, ale nigdy nie wydałaś mi się osobą, która może chcieć ranić ludzi.
Nie. To nie miało być tak.
-Bo to ludzie mogą ranić mnie? – Zanim jeszcze zdążyłem skrzyczeć i wyzwać się w głowie od idiotów, ona już kończyła swoją wypowiedź. Nie. To nie miało tak być. Nie do końca to miałem na myśli. Chciałem jej po prostu powiedzieć, że jej zachowanie było samolubne, a tymczasem zabrzmiałem jak facet, który jest rozczarowany, że ktoś zniszczył jego idealny plan ranienia ludzi. Co prawda, wciąż miałem wątpliwości czy postępowanie Milie w jakiś sposób mogło na mnie wpłynąć, mogło mnie zaboleć, jednak doskonale wiedziałem, że wypełnia mnie rozgoryczenie. Bo kiedy zobaczyłem Milie pierwszy raz widziałem wiele rzeczy, jednak najbardziej przekonany byłem właśnie o tym, że ta silna duszyczka ukryta w jej ciele może przetrzymać naprawdę wiele, ale wszystko ma swoje granice.
-Nie o to mi chodziło. – Westchnąłem. Odwróciłem się w jej stronę, mimo że wciąż siedziała plecami do mnie i oparłem się o blat. – Dopóki nie wyjaśnisz mi o co chodzi, nie dojdziemy do porozumienia.
-A kto ci powiedział, że ja chcę do czegokolwiek z tobą dochodzić.
Zaśmiałem się pod nosem, zauważając pewną dwuznaczność w odbiorze jej słów, ale szybko skarciłem się w myślach za swój tok rozumowania, bo przypomniałem sobie ton jej głosu. Odepchnąłem się od mebla i usiadłem na krześle, które wcześniej zajmowałem.
-Twoje zachowanie wysyła wyjątkowo sprzeczne sygnały.
-Pieprzyć moje zachowanie. – Skrzywiła się i popatrzyła na mnie. – Tutaj naprawdę nie ma czego wyjaśniać. – Mówiła coraz ciszej. – Wyprowadziłam się. Po prostu się wyprowadziłam.
-Tylko dlaczego?
-Mówiłam ci, że muszę zacząć wszystko od nowa. – Popatrzyła na mnie z nadzieją, że przypominam sobie jej słowa. Rzeczywiście, coś takiego kiedyś mi powiedziała. Nie wspominała jednak, że zamierza zerwać wszystkie kontakty z moim najlepszym przyjacielem. – Że nie mogę wciąż siedzieć Wojtkowi na głowie i przyzwyczajać się do waszego trybu życia.
-To nie wyjaśnia dlaczego go okłamywałaś i dlaczego nie powiedziałaś ani słowa o swoich planach.
-Bo wcale tego nie planowałam. – Szepnęła. – To się po prostu stało. Wróciłam do domu, spakowałam się i pojechałam do matki. Była usatysfakcjonowana, że wygrała i znowu stanęło na jej, ale może tak już miało być?
-Nie musiało. Mogłaś zostać.
-Nie żałuje tego co zrobiłam. – Szepnęła. – W końcu miałam czas dla siebie. W końcu, po tej ciągłej gonitwie i próbie szukania swojego miejsca na świecie, mogłam odpocząć i spędzić czas z ludźmi, którzy szczerze mnie kochają.
Ludzie, którzy szczerze ją kochają. Zadrżałem.
-Wiem o co ci chodzi, Aaron. – Oderwała wzrok od swoich palców i spojrzała na mnie. Miała skrzywioną minę i mocno przygryzła wargę. Biła się z myślami. Toczyła w tamtym momencie morderczą walkę, rozważając wszystkie możliwości wyjścia z tej konkretnej sytuacji. Analizowała wszystkie za i przeciw. Co będzie jeżeli powie mi prawdę, którą pragnę usłyszeć? Czy to pomoże wyeliminować tylko niektóre problemy, czy wręcz przeciwnie – oczyści umysł ze wszystkich złych myśli? A może to nie jest ani odpowiednia osoba, ani odpowiedni czas? Może nadejdzie jakiś lepszy? Za tydzień, miesiąc? A co jeżeli jednak nie nadejdzie? Jeżeli ta właściwa chwila właśnie się pojawiła a jej przegapienie niesie ze sobą poważne konsekwencje? Takich decyzji nie podejmuje się w trzy sekundy. Ludzie naszego pokroju potrzebują na to naprawdę dużo czasu, o wiele więcej niż mogłoby się wydawać. Dlatego jesteśmy tacy popaprani, inni, wręcz sentymentalni. Każdy szczegół ma znaczenie. – Pojechałam z nim do Madrytu, bo wierzyłam, że on mnie kiedyś w końcu pokocha. A tymczasem okazało się, że jestem tylko jego zabawką, którą musiał stracić, żeby coś poczuć.
Zamknąłem wtedy jej dłoń w uścisku i przejechałem po niej kciukiem. Mimo że moja lista zawierała jeszcze dziesiątki pytań, nie chciałem poznawać więcej odpowiedzi. Byłem jej po prostu wdzięczny za te dwa zdania, które kosztowały ją dużo energii. To nie były słowa, które rzuca się na wiatr i za chwile się ich zapomina. To była wypowiedź, zostająca w naszym umyśle na długi czas, kosztująca wiele wyrzeczeń.
Prawda podobno nie boli. Podobno szczere wypowiedzi są lekiem na całe zło, mogą przynieść tylko pozytywne emocje. Tak, rzeczywiście mógłbym się z tym zgodzić. Mówię mógłbym, ponieważ sam doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak trudno jest powiedzieć na głos gdzie popełniło się błąd, wskazać w którym momencie naszego życia znajduje się najwięcej rys. Niczyja tafla szkła z pewnością nie jest bez skazy. Na każdej powierzchni musi znajdować się jakieś drobne zadrapanie, które burzy cały wizerunek i ciąży na naszym idealnym obrazie. Ból i zawód, który skrywał się w jej oczach, krzyczał do mnie głośno, że to wydarzenie jest właśnie takim symbolem w życiu Milie. Jej wyjazd do stolicy Hiszpanii był pomyłką, o której nie chciała opowiadać.

Przez całe swoje życie zdążyłem przekonać się jak ciężkie jest opowiadanie o swoich niepowodzeniach, o chwilach, w których pokonywało się trzy kroki w tył, zamiast dążyć do przodu. Miało się wrażenie wtedy, że cały świat patrzy na ciebie z odrazą, ale i satysfakcją, bo w końcu znalazł twój słaby punkt, sprawę, w którą mógłby się zaangażować, żeby zabolało mocniej i bardziej. Droga, którą podążamy nie jest usłana różami – nasze życie nie może być perfekcyjne. Bardzo często zadawałem sobie jednak pytanie czy skoro wycierpiałem już tak dużo może czekać mnie coś jeszcze gorszego? Z wiekiem, z czasem, musiałem przyznać przed samym sobą, że zawsze mogą zdarzyć się rzeczy gorsze niż te, które obecnie niszczą nasze życie i ranią ludzi. Codziennie musimy być przygotowani na najgorsze. Nie możemy wstydzić się swojej przyszłości. Każdy ma wady. Nawet jeżeli skrywa je bardzo głęboko, one na pewno istnieją. Ale chowamy je nie bez przyczyny. Ukrywamy je, ponieważ wierzymy, że coś musi ujrzeć światło dzienne, żeby stało się prawdą. Milie nie powiedziała Wojtkowi o Bale, ponieważ Gareth nie był tego po prostu wart. Nie potrzebowałem więcej odpowiedzi, bo w końcu zrozumiałem jej postępowanie. Te wszystkie słowa należały się Wojtkowi. To on musiał usłyszeć wyjaśnienia, do których w końcu gotowa była Milie. Nikt inny. Ja byłem jedynie impulsem. Drobną, małą lampką, która powoli zmieniała swój kolor.