piątek, 26 grudnia 2014

BOHATEROWIE

 
[Wojtek, Milie, Aaron]
[Alex, Kieran, Jack]
[Theo, Thomas, Mesut]
[Santi, Mikel, Per, Laurent]

   Dzień.
Chciałbym żeby cierpienie nie trwało wiecznie, żeby przychodziło, zostawało na chwilę i odchodziło w zdwojonym tempie. Chciałbym nie rejestrować momentu, w którym pustoszy moje życie, niszczy światopogląd i rujnuje wszelkie pozytywy. Chciałbym żeby w ogóle nie zostawało; żeby zapominało przychodzić; żeby nie krążyło w błędnym kole, bo świat bez niego wcale nie wydaję się gorszy. Świat bez niego wcale nie jest gorszy. Chciałbym żeby jedna chwila nie miała możliwości decydowania o całym życiu; żeby nie miała w sobie na tyle siły by zniszczyć wszystko co jest podporą najważniejszych planów, wyśnionych w dzieciństwie, a zrealizowanych i osiągniętych w późniejszych latach poprzez ciężką pracę, harówkę dwanaście godzin dziennie przez sześć dni w tygodniu w wielkim błocie, upale, deszczu czy śniegu. Chciałbym dostać gwarancję, że postępuję dobrze, że to co robię jest jak najbardziej trafne, a tymczasem wszystko dzieje się na opak, bo przecież nie jest łatwo przyzwyczaić się z dnia na dzień, że nie wykonuje się czynności, które do tej pory powtarzało się codziennie oraz do kpin, wyzwisk i szyderstw.
Codziennie wstawałem. Czasami z szerokim uśmiechem na twarzy, a czasami z zatuszowanym grymasem bólu, ale wstawałem i czułem, że robię to w słusznej idei. Teraz nie czułem nic. Wstawałem, bo nie mogłem spać wiecznie. Uśmiechałem się, żeby nie pokazywać, że jestem słaby. Znosiłem obelgi, bo one dawały mi sygnał do dalszej walki.
Miałem zły dzień.

Tydzień.
Prosiłbym o wiarę, że słuszność goni słuszność, a wszystko ma określony cel. Prosiłbym o wiarę, której mi ubywa wbrew moim prośbom i staraniom żeby przychodziła, trwała i zostawała ze mną. Prosiłbym o brak litości, która mnie otacza. Nienawidzę litości, bo kojarzy mi się ona z tymi wszystkimi najgorszymi chwilami w moim życiu, o których powoli próbowałem zapominać. Zapominanie było trudne szczególnie jeżeli bierzemy pod uwagę fakt, że rzeczy, zdarzenia i chwile, które starałem wymazać się z pamięci miały miejsce nie tak dawno temu i tak mało czasu od momentu, w którym się zdarzyły, upłynęło.
Miałem zły tydzień.

Miesiąc.
Chciałbym dzielić się moim nieszczęściem. Chciałbym mieć na tyle mocne, szczelne i idealne dłonie by móc złapać całą tę boleść i żal i wyrzucić je w świat, w miejsce z którego nie będą w stanie powrócić, bo nie odnajdą powrotnych szlaków. Chciałbym posiąść możliwość oddzielenia się szczeliną nie do przejścia przez ludzi, wiatr, a przede wszystkim niepowodzenie. Tkwić za szybą, od której odbijać będą się wszystkie najdrobniejsze ryski, niszczące moje życie.
Nie uważałem się za najbardziej poranionego człowieka na świecie, a przynajmniej próbowałem. Obarczałem wszystkich dookoła moimi problemami, ale winę za to, co się dzieje brałem na siebie. Chciałem się zmienić, chciałem powrotu dawnego mnie, który się uśmiechał i czerpał radość z życia, ale wydawało mi się to nieosiągalne, gdyż już wcześniej popełniałem błędy nie do naprawienia. Swój ból zatracałem w ciągłej i nieustannej pracy, pracy do ostatniego tchu, która pozwalała mi zapominać, ale tylko na chwilę. Tylko na chwilę i w tym tkwiła skaza tego punktu. 
Miałem zły miesiąc.

Rok.
Prosiłbym o nieulotność ulotnych chwil. Przyzwyczajałem się, że szczęście omija mój adres najskuteczniej jak potrafi, ale kiedy już jest nie może zostać i trwać, chociaż przez chwilę? To co pojawiało się i znikało w przeciągu ostatnich lat było mi potrzebne. Potrzebne były mi cierpienia, bóle i żale, ale również szczęście, bo z wszystkich tych uczuć i dramatów potrafiłem wyciągnąć naukę, że nie jestem tutaj sam. Nie jestem najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bo wokół również jest cierpienie. Może i zawodziłem w najważniejszych momentach. Może i myślałem, że tylko mi należy się pomoc. Może i twierdziłem, że jestem niepokonany, ale dlaczego kiedy myślałem, że jest i będzie już dobrze, wszystko kończyło się źle? Czas wziąć życie w swoje ręce.
Miałem zły rok.

Życie.
Chciałbym żeby to wszystko wystarczyło mi na całe życie, żeby świat zazdrościł mi, że mam to, jestem tu i nie odejdę stąd. Chciałbym żeby zazdrościł mi i wam, że jesteśmy razem, że mamy siebie, możemy polegać na wszystkim wzajemnie, bo razem osiągniemy cuda. Chciałbym, żeby świat uświadomił sobie, że zacierają się granice między wsią a miastem, między marzeniami a rzeczywistością.
     Mam złe życie.

4 komentarze:

  1. Piękne. Mam wrażenie, że z każdego słowa, z każdej nawet litery wylewają się litry emocji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Adka, nawet nie wiesz, ile na to czekałam. Ale za to wiesz, że jesteś moim Bogiem :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygrałaś mnie. Ponownie a jak inaczej

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiedziałam, że zakładka "bohaterowie" może wywołać płacz.

    OdpowiedzUsuń